5 rzeczy, których nauczył mnie debiut literacki
Minęły już ponad dwa lata od premiery mojej debiutanckiej powieści obyczajowej „Kiedyś, może, pewnego dnia”. Chyba nikogo nie zdziwi to, że było to spełnienie marzeń – w końcu, jak wielu wojowników pióra, od lat marzyłam o trzymaniu w dłoniach własnej książki. Byłam pewna, że debiut otworzy mi drzwi do pisarskiej kariery. Tymczasem, otworzył się co najwyżej przedsionek… I właśnie o tym dzisiaj pogadamy.
W październiku 2023 ukazała się moja debiutancka powieść obyczajowo–romansowa „Kiedyś, może, pewnego dnia”. Pisana podczas pandemii, była moją odskocznią od ponurej rzeczywistości. To były początki mojego życia na emigracji – nowy kraj, samotność, pierwsze praca… Spisałam historię Tiny, absolwentki zarządzania, która postanawia spędzić gap year za granicą. Jej wybór, podobnie jak mój, padł na Holandię – tak kraj bowiem znam najlepiej. :) Stworzenie postaci Tiny i jej przyjaciół było, czymś, czego wtedy potrzebowałam; czymś, co sama chciałabym przeczytać.
Oczywiście, pierwszy draft sporo różni się od tego, co ujrzało światło dzienne. Ba, tych draftów było co najmniej kilka! Dopieszczenie tej historii to była długa, kręta i męcząca droga, ale w końcu się udało: otrzymałam współpracę z wydawnictwem Empik Go (obecnie podlegające pod grupę wydawniczą Foksal). Do tej pory jestem wdzięczna, że trafiłam na tak cudownego wydawcę, dzięki któremu mogłam nauczyć się naprawdę wiele; zarówno o samym pisaniu, jak i wydawaniu książki.
Pierwsza książka zazwyczaj jest… kiepska
Myślę, że wielu początkujących autorów może się pod tym podpisać – kończysz swoją pierwszą książkę (a może nawet jesteś w trakcie) i wierzysz, że będzie następnym bestsellerem, może nawet Netflix zrobi z niej serial. Historia wydaje się wyjątkowa, niespotykana… Do czasu, aż przychodzą pierwsze, poważne recenzje. Wtedy okazuje się, że styl leży i kwiczy, bohaterowie mają emocjonalną głębię filiżanki do espresso, a na podobny pomysł wpadło co najmniej piętnastu autorów.
I nie mówię tego złośliwie; jestem pewna, że istnieje mnóstwo fenomenalnych pierwszych draftów, ale z doświadczenia wiem, że zazwyczaj te pierwsze historie nie są najlepszymi w portfolio. Przynajmniej w moim przypadku tak było. Mój debiut zawsze będzie blisko mojego serca, ale wiem, że stać mnie na więcej. Nic dziwnego – w końcu człowiek uczy się całe życie! :)
2. Po debiucie niekoniecznie jest łatwiej
Bardzo często słyszę, że dzisiaj trudno jest zadebiutować; że wydawcy rzadko wydają debiutantów, że mało kto czyta debiuty… Ale mało kto mówi o tym, że debiut wcale nie oznacza, że później jest łatwiej! Zawsze wydawało mi się, że należy jedynie przeskoczyć barierę pierwszej książki, aby później otrzymać “Tak” od każdego wydawnictwa. Tymczasem, rzeczywistość wcale nie jest taka kolorowa. Widzę to nie tylko po sobie, ale również innych pisarzach i pisarkach, którym trudno wydać kolejne powieści.
Teraz wiem, że nie ma w tym nic dziwnego – na odmowę składa się wiele czynników (o tym później), a debiut nie jest magiczną kartą otwierającą wszystkie drzwi. Jasne, może dużo ułatwić (no, na pewno nie zaszkodzi ;), ale trzeba być przygotowanym na różne okliczności.
3. Tekst wcale nie jest najważniejszy
Być może niektórzy się oburzą, ale prawda jest taka, że sam jest wcale nie jest najważniejszy.
Jest wiele kiepskich książek na rynku.
Jest wiele świetnych historii, które nigdy nie pojawią się na półkach.
I ja to absolutnie rozumiem.
Branża wydawnicza to biznes jak każdy inny. Książka musi się sprzedać, a na to, czy się sprzeda, wpływa wiele czynników. Trendy. Zasięgi w social mediach. Marka osobista autora. Plan wydawniczy. To, czy książka pasuje do katalogu wydawcy. Aż w końcu to, czy po prostu trafi się na odpowiedni moment.
I nie piszę tego, żeby demonizować rynek czy robić ofiary z niedocenionych autorów. Wręcz przeciwnie, chodzi o uświadomienie sobie, że nie na wszystko mamy wpływ i czasami trzeba próbować różnych rzeczy. Inne podejście. Inny gatunek. Inny wydawca.
Bo doskonalnie warsztatu pisarskiego to jedno. Otwartość i nieustępliwość to drugie.
4. Napisanie książki to najłatwiejsza część
Za każdym razem, kiedy kończę pierwszy draft powieści, czuję, jak przepełniają mnie duma i ulga, że napisałam te 350 stron tekstu…
A później przypominam sobie, że ktoś te 350 stron tekstu musi poprawić i nie będzie to dżin z lampy. :)
Bo pisanie jest, przynajmniej moim zdaniem, najłatwiejszą częścią całego procesu. Można wyżyć się twórczo, popłynąć ze słowami…
A później spojrzeć na tekst trzeźwym okiem. To wtedy wychodzą wszystkie mankamenty: drewniane dialogi, zbędne sceny, nielogiczne zachowania bohaterów, żarty, które już nie wydają się takie zabawne.
Przychodzi czas na poprawki fabularne.
Czas na poprawki stylistyczno-językowe.
Napisanie streszczenia (imo równie przyjemne, co tarzanie się w pokrzywach)
Przygotowanie propozycji wydawniczej.
Czekanie na odpowiedź, która może nigdy nie przyjść.
A jeśli przyjdzie:
Redkacja, redakcja, redakcja.
Reklama w social mediach, dbanie o markę osobistą.
A jeśli nie przyjdzie? To w sumie to samo, ale samemu, a nie z pomocą wydawnictwa. ;)
Nie mówię, że pisanie jest jedyną przyjemną częścią, nie! Miałam mnóstwo frajdy, przygotowując i wysyłając paczki z książką do bookstagramerów, wymieniając wiadomości z nowopoznanymi osobami, słuchając rad redaktorki, a nawet organizując imprezę z okazji premiery tej książki! Dla mnie cały proces był cudowny, od początku do końca. Po prostu przed wydaniem książki patrzyłam na niego głównie przez pryzmat… Cóż, napisania książki. Teraz wiem, że ta przygoda nie kończy po postawieniu ostatniej kropki; ona się wtedy dopiero zaczyna.
5. Jak nie zapytasz, to odpowiedź i tak brzmi “nie”
Zanim wydałam książkę, mało wiedziałam o rynku wydawniczym. Zresztą, to dzisiaj nie wszystko wiem.:)
Mimo to, nie bałam się prosić o pomoc tych, którzy mają więcej doświadczenia; autorów, redaktorów, twórców internetowych… Pytałam o rady odnośnie propozycji wydawniczej, wydawania książki, wychodziłam z propozycją współpracy nawet do tych, którzy zdawali się być “za duzi” dla kogoś tak malutkiego jak ja.
I wiecie co? W większości przypadków otrzymywałam tę pomoc. Zdarzało się, że usłyszałam grzeczne “nie” lub brak odpowiedzi, ale nigdy nie dostałam bury za to, że odważyłam się zapytać. Dzięki temu nawiązałam wiele cudownych znajomości oraz sporo się nauczyłam. Wystarczyło zapytać.
O tym, że gdy nie pytasz, odpowiedź zawsze brzmi “nie”, nauczyłam się już kilka lat temu na jednym z moich ulubionych blogów, Aniamaluje. Ta pozornie błaha rada ma swoje zastosowanie w wielu dziedzinach życia i serio; wystarczy się odważyć i schować dumę do kieszeni, bo ludzie z natury lubią okazywać innym pomoc.
Debiut literacki do dopiero początek
Nie ma drogi na skróty, ani łatwych rozwiązań. Wydanie pierwszej książki jest dużym osiągnięciem i spełnieniem marzeń, ale jeśli ktoś poważnie myśli o karierze pisarskiej, jest to dopiero pierwszy krok na tej drodze. I chociaż bywa trudno, to jestem wdzięczna za wszystko, czego mogłam doświadczyć… i czekam na więcej!
